Zupełnie naturalnym przeżyciem w sytuacji, kiedy otarliśmy się o sytuację, którą interpretujemy jako zagrożenie życia jest strach, który wzbudza w nas zespół reakcji, nazywanych instynktowymi, związanych z instynktem przetrwania. Ten strach nie skończył się, trwa nadal, podsycany przez panikę społeczną, media i realne zagrożenie infekcją, która w niewielkim procencie może prowadzić do ciężkich powikłań płucnych a jeszcze rzadziej – do śmierci.
Dopóki utrzymuje się strach organizm ciągle lub prawie ciągle wyrzuca (z rdzenia nadnerczy) adrenalinę do krwi. Adrenalina powoduje stałą mobilizację organizmu: pobudzenie, niepokój, wzrost akcji serca, zwiększenie skurczowego ciśnienia krwi, zblednięcie powłok, suchość w ustach, wzrost napięcia mięśni, wzbudzenie i wzmożone czuwanie. To naturalne. Stan ten w „normalnych” warunkach, czyli w warunkach ewolucyjnych, kiedy człowiek stawał w obliczu realnego zagrożenia, np. w postaci drapieżnika, czynił go zdolnym do uniknięcia zagrożenia przez walkę albo ucieczkę. I było po strachu.
Teraz, kiedy strach jest wręcz celowo podsycany przez media stan ten nie znika, nie można odespać stresu i obudzić się jak nowonarodzony. Permanentny strach powoduje stałe objawy somatyczne, związane ze stałym wzbudzeniem („ciągle coś mi jest”). Jeżeli taka sytuacja będzie trwać dłużej, np. miesiącami czy latami, dojść może do utrwalenia się tych dolegliwości w postaci nerwicy, nadciśnienia, albo komplikacji w postaci zaburzeń układu immunologicznego i chorób autoimmunologicznych.
Najchętniej poradziłbym: ucieszyć się, że choroba minęła i przestać o tym myśleć. Jeżeli jest to trudne, pomóc w wycieszeniu może kilkudniowe lub nawet 1-2 tygodniowe objawowe branie bezpiecznego leku przeciwlękowego (np. opipramolu 3×50 mg/d) żeby pomóc sobie odciąć się od strachu. Należy sobą „potrząsnąć i opamiętać się”, ewentualnie tak jak opisałem – przy pomocy lekarza POZ czy psychiatry. W innym przypadku zamienimy się w hipochondryków, umierających od jednego ukłucia w boku i trzęsących się o swoje życie i skażemy się na późniejsze powikłania opisanej przeze mnie reakcji dezadaptacji do stresu.







