Julita Peplińska, to logopeda z prawie 20-letnim doświadczeniem, wieloletnia Wiceprzewodnicząca Zarządu Oddziału Kujawsko-Pomorskiego Polskiego Związku Logopedów, a od pół roku także neurologopeda. Przyjmuje w Centrum Medycznym Świat Zdrowia w Toruniu, zlokalizowanym przy ul. Wały Generała Władysława Sikorskiego 30.
Czym się zajmuje neurologopeda?
W ostatnich latach coraz częściej ludzie korzystają z pomocy logopedów czy też neurologopedów, jednak niewielu z nich potrafi jasno wskazać, jakie są między nimi różnice. Co więcej, pacjenci często nie wiedzą, do którego z tych specjalistów się udać. Czy mogłaby Pani trochę przybliżyć specyfikę tych dwóch specjalizacji?
Neurologopedia to dziedzina logopedii specjalizująca się w diagnozowaniu i leczeniu zaburzeń komunikacji u osób z uszkodzeniami neurologicznymi. Nie jest specjalizacją lekarską, natomiast wymaga wielu lat nauki i ukończenia studiów podyplomowych.
Można powiedzieć, że neurologopedia w stosunku do logopedii jest bliżej medycyny, ponieważ w większym stopniu łączy się z chorobami, zaburzeniami, dysfunkcjami czy wadami genetycznymi.
Neurologopeda zatem pomaga pacjentom w przywracaniu lub poprawianiu umiejętności mówienia, rozumienia, czytania i pisania np. po wystąpieniu różnego rodzaju urazów mózgu lub chorób neurologicznych.
Muszę tu jednak nadmienić ważną rzecz, ponieważ często spotykam się z takimi przekonaniami, że pacjent musi trafić od razu do neurologopedy. Absolutnie tak nie jest. Gdy nie ma przesłanek co do potencjalnych zaburzeń neurologicznych, urazów lub chorób, wówczas bardzo często pomoc logopedy będzie wystarczająca.
Jak dobrze rozumiem, to neurologopeda musi dysponować określoną wiedzą medyczną. Czy oznacza to też konieczność współpracy z innymi lekarzami, aby w jak najlepszy sposób zaopiekować się pacjentem?
Oczywiście, neurologopeda powinien umieć czytać wyniki badań i rozumieć stan medyczny pacjenta, by poprawnie prowadzić terapię. Warto podkreślić, że bardzo często proces leczenia jest wielowymiarowy i wymaga współpracy różnych ekspertów.
Dla mnie ten proces jest fascynujący – mogę śmiało powiedzieć, że praca w zespole osób, które łączą siły by pomóc pacjentowi w potrzebie była moim marzeniem.
Kilkanaście lat temu byłam na takich wyjazdach służbowych w Austrii, we Włoszech, w Niemczech i tam przyglądałam się właśnie takiej zespołowej pracy, gdzie neurologopedzi współpracowali z fizjoterapeutami, psychologami, psychiatrami, neurologami. Ci wszyscy ludzie konsultowali się ze sobą, wymieniali informacje, szukali rozwiązań i wspólnych kierunków działania, by pomagać pacjentom.
Zainspirowało mnie to i ogromnie cieszę się, że teraz mogę realizować się dokładnie tak samo w przychodni.
Jak neurologopeda prowadzi terapię?
Domyślam się, że dla pacjentów problemy w komunikacji czy też wady wymowy są trudne emocjonalnie. Czy jako logopeda obserwuje Pani wśród swoich pacjentów jakąś złość, rozgoryczenie, być może czasem brak cierpliwości?
Zawsze mówię, że neurologopeda to jest trochę lekarz, trochę nauczyciel, trochę psycholog. Musi łączyć różne cechy i umiejętności.
Gdy pacjent wchodzi do gabinetu, to nie jest tak, że przychodzi z czystą kartą. Wchodzi ze swoimi emocjami, być może doświadczeniem z innych gabinetów, przeróżnym, czasem nieprzyjemnym bagażem doświadczeń i trudnych emocji.
I co wtedy Pani robi?
Aby terapia miała sens i przynosiła efekty, trzeba zbudować relację pomiędzy terapeutą a pacjentem. I zawsze będę powtarzać, że najpierw relacja, a dopiero potem edukacja, czyli terapia. Ponieważ bez tej relacji, wzajemnej życzliwości, wsparcia i zrozumienia nie wyobrażam sobie pracy.
Ogromnie się cieszę, że pracując w przychodni, mogę skupić się tylko na jednym pacjencie. Poświęcić mu całą moją uwagę, czas i zdolności.
Każdy mój pacjent, bez względu na to czy jest dzieckiem, czy dorosłym, wchodząc do gabinetu wie, że u mnie nie ma się czego wstydzić, że jestem dla niego. A często są to krępujące sytuacje, bo niektóre elementy terapii wymagają zastosowania technik masażu, co nie dla każdego jest komfortowe. Stąd właśnie potrzebna jest ta relacja i zaufanie.
Oprócz tego staram się też pokazać pacjentom, że mam dużo dystansu do siebie i staram się ich tym zainspirować. Czasem właśnie ta odrobina humoru, dowcipu i luzu, możliwość zaśmiania się samemu z siebie, pozwala iść do przodu i osiągać postępy w terapii.
Te wszystkie lata pracy z pacjentem nauczyły mnie pokory i pozwoliły zrozumieć, że każdy pacjent jest inny. Nie ma dwóch tych samych historii, dwóch takich samych pacjentów, czy dwóch identycznie poprowadzonych terapii.
U mnie każdy pacjent może liczyć na indywidualne podejście i dopasowaną do osobistych potrzeb terapię, w oparciu o różne metody.
Świetnie to słyszeć! Myślę, że to Pani wsparcie, życzliwość i odrobina uśmiechu są bardzo ważne dla pacjentów. Może to po prostu powołanie?
Niesienie takiej pomocy dla mnie, to coś zdecydowanie więcej niż praca. Mogę powiedzieć, że to nie przypadek, że jestem logopedą. To był mój świadomy wybór chęci niesienia pomocy dzieciom i dorosłym z trudnościami w komunikacji językowej. Dla mnie ważne jest to, żeby pacjent chętnie do mnie przychodził i czuł się w gabinecie komfortowo. Dobra energia to podstawa terapii logopedycznej, która nie zawsze jest miła i przyjemna. Czasem na efekty nie czekamy długo, a czasem wręcz przeciwnie. Wszystko zależy od problemu, z jakim przychodzi pacjent. Należy pamiętać, że wszystko wymaga czasu i ogromnych pokładów pokory i samodyscypliny, ponieważ praca w domu, pomiędzy spotkaniami, jest konieczna.
Moim zadaniem jest wspierać w tym pacjenta. I naprawdę, choć cudotwórcą nie jestem, to cuda dzieją się często w moim gabinecie i cieszy mnie każda najdrobniejsza rzecz.
Czasem jest tak, że pacjenci przychodzą z rodziną. Czy Pani zdaniem to pomaga pacjentowi, czy raczej utrudnia proces terapeutyczny?
Tak naprawdę to wszystko zależy, ponieważ jeżeli pacjentem jest dziecko, zupełnie naturalnym jest, że wchodzi do gabinetu z rodzicem czy rodzicami. Raz jest tak, że dziecko się wstydzi, a raz zupełnie odwrotnie – przy rodzicach lepiej pracuje i szybciej terapia przebiega. Osobiście lubię, kiedy rodzice są obecni na wizycie, ponieważ wiedzą co należy ćwiczyć w domu.
Bywają też takie sytuacje, że to dzieci przychodzą ze swoimi rodzicami (np. po udarach lub wypadkach). Gdy bliscy opowiadają, jak było wcześniej – wówczas po pacjentach widać duże zakłopotanie i emocje. Stąd wymaga to z jednej strony mojej wrażliwości i empatii w podejściu do danej osoby i indywidualnej sytuacji, z drugiej – uważności.
Diagnoza u neurologopedy
A jak jest ze stawianiem diagnozy? Czy ten proces jest długotrwały, czy raczej szybki?
Postawienie diagnozy to zazwyczaj proces długotrwały. Czasami obejmuje nawet kilka spotkań, abym nabrała pewności, jaką ścieżkę dalej przyjąć – którą drogą podążać w terapii, z jakich metod skorzystać.
Przez niemal 20 lat pracy poznałam różne metody terapii, ukończyłam wiele szkoleń, warsztatów, kursów. Najważniejsze dla mnie jest znalezienie odpowiedniej drogi, żeby pomóc pacjentowi. Chodzi o to, żeby jak najlepiej te metody dopasować, aby w jak najszybszym czasie pomóc pacjentowi osiągnąć zauważalne i satysfakcjonujące efekty.
Efekty i sukcesy terapii z neurologopedą
Pewnie bardzo motywujące jest, jak na Pani oczach pacjent rozwiązuje swoje problemy i spełnia marzenia.
Zawsze radość na twarzy mojego pacjenta, nawet ta najmniejsza, można powiedzieć z “drobiazgów”, jest bardzo cenna.
Choćby przykład z ostatnich wizyt – dziecko nie potrafiło kląskać. Wydawać by się mogło – banalna czynność, ale temu maluchowi sprawiała trudność. Kilka ćwiczeń, uwagi, uśmiechu i udało się!
Może ktoś pomyśli, że to jakaś błahostka, ale dla tego brzdąca była to naprawdę duża rzecz, a dla mnie ogromna satysfakcja.
Zawsze mówię, że każda najdrobniejsza rzecz cieszy. Każda “er-ka”, każde wywołanie głoski, każdy postęp.
Bywają w tej pracy takie przyjemne momenty, kiedy spotyka się gdzieś swojego ucznia i słyszy się poprawną artykulację. Niedawno byłam na spektaklu, w którym występowała dziewczynka, której terapię prowadziłam wiele lat temu. Gdy trafiła do mnie, miała taką wadę wymowy, że granie w spektaklu było ostatnią rzeczą, o jaką by ją wtedy ktokolwiek podejrzewał.
A teraz patrzyłam na nią, pewną siebie, z czystą wymową, pięknie artykułowanymi głoskami. Coś niebywałego. Rozpierała mnie duma, bo wciąż widziałam tę małą dziewczynkę, nieco przestraszoną i tak mocno starającą się, by móc mówić jak inni. I choć ojców tego sukcesu jest pewnie wielu, to fakt, że przyłożyłam do tego rękę, wypełnia mnie ogromną radością.
Takie małe radości są największą i najlepszą zapłatą za tę pracę.
Co prawda kilka historii już poznaliśmy, ale czy jest jakaś taka jedna szczególna historia pacjenta, która w szczególny sposób wpłynęła na Panią?
Kiedyś trafiła do mnie kobieta, która była już ze swoim 2-letnim dzieckiem u wielu specjalistów. To dziecko dosłownie wiło się w wózku, nie było z nim żadnego kontaktu. Chaotycznie krzyczało, płakało, a codziennością był szpital, badania i diagnostyka. Wszystko bez większych efektów. Eksperci rozkładali ręce i nie dawali matce szans na to, że kiedykolwiek będzie mówić.
Do mnie trafiła na polecenie psychologa. Po krótkim rozpoznaniu i kontakcie z dziewczynką, ona na chwilę się zainteresowała. Wtedy pierwszy raz matka poczuła, że jej dziecko jest obecne. Dosłownie przecierała oczy ze zdziwienia i jak mi później opowiadała, poczuła, że jest nadzieja, że może znaleźli odpowiedniego terapeutę.
Po kilku latach terapii, można powiedzieć, że się udało. Ta dziewczynka zaczęła mówić. Właściwie to teraz ciągle mówi. Jej mama do tej pory wysyła mi filmiki. Jestem niesamowicie dumna, że miałam realny, pozytywny wpływ na jej życie, że dzięki temu może komunikować się z otoczeniem. To daje ogromną satysfakcję.
Imponujące! To tak jakby dawała Pani nadzieję tam, gdzie wydawać, by się mogło, już jej nie było. Ale jestem przekonana, że to tylko i wyłącznie dzięki zaangażowaniu, dobremu podejściu i ciężkiej pracy. A czy ma Pani jakąś taką szczególną myśl albo przekonanie, które stara się Pani zaszczepić w każdym pacjencie?
Myślę, że tu chodzi głównie o to, by dać nadzieję i żeby pacjent w to uwierzył, że bez względu na jakim etapie swojego życia jest, ciągle ma szansę, by lepiej mówić, lepiej się komunikować, a co za tym idzie, lepiej żyć.
Często obserwuję w pacjentach takie przekonanie, że już jest za późno, albo że nie da się rady, albo że nie ma to sensu, bo i tak nic się nie zmieni. A tak nie jest! Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć, aby poprawić jakość swojego życia.
Nie można się zniechęcać, że to zajmie czas – bo zajmie. Że przydarzą się niepowodzenia – bo na pewno tak będzie. Że będzie to wymagało ogromnej pracy i wysiłku – bo będzie wymagało. Ale jak nagra się taki filmik “przed i po”, to często efekt jest tak duży, że można naprawdę usiąść z wrażenia.
Myślę, że to jest świetnym podsumowaniem naszego spotkania. A patrząc na Pani entuzjazm, pozytywną energię i ciepłe podejście nie wiem, jak te wszystkie cuda miałyby się nie wydarzyć. Bardzo dziękuję za poświęcony czas i podzielenie się swoim doświadczeniem i historiami.
Również dziękuję i zapraszam do siebie nie tylko dzieci, ale wszystkie osoby, które chcą poprawić swoją komunikację, chcą mówić wyraźniej i poprawnie. Nigdy nie jest za późno, by wykonać ten krok i rozpocząć terapię logopedyczną, a później obserwować, jak zmiany dzieją się na naszych oczach.
Mgr Julita Peplińska, rozmawiała Agata Szkutnik







